poniedziałek, 2 sierpnia 2010

Nikon - Coolpix S640 i S570

Do naszej redakcji trafiły dwa aparaty Nikona - Coolpix S640 oraz drugi S570. Generalnie chodziło o porównanie obu modeli do siebie. Test, który zaraz przeczytacie, nie będzie typowym testem jakie można znaleźć w sieci. Postaramy się Wam przybliżyć oba aparaty pod kątem ich funkcjonalności i ergonomii. Chcemy się z Wami podzielić naszymi wrażeniami i spostrzeżeniami jakie wywarł na nas każdy z tych aparatów. Nie obędzie się bez krytycznych uwag, ale i będzie o pozytywach. Kilka zdjęć testowych oraz kawałki filmów, o tym jak aparaciki leżą w ręce i jak działają.

1.    Wyposażenie
Oba aparaty przyjechały do nas w ładnych czarnych kartonowych pudełkach. Oba pudełka nie zapowiadały ostrej walki między oba modelami. Powiem szczerze, że do samego końca nie wiedziałem, który z nich jest lepszy. Pisząc te słowa nadal nie wiem. Ciągle skłaniam się ku jednemu, a zaraz potem ku drugiemu. Na pewno na celu nie mam porównywania tych aparatów do innych marek, choć dorzucę kilka rzeczy, które mnie drażnią.
Jeśli chodzi o wyposażenie standardowe obu modeli to zaskoczenia nie było zbyt dużego. Jak każdy kompakt w pudełku znalazłem:
- Aparat (hura!)
- Płytę ze sterownikami lub instrukcją (Dlaczego „lub”? Bo tego nie wiem. Piszę to na bieżąco, a moją zasadą jest testowanie sprzętu samemu. Czy ktoś z was najpierw czyta instrukcję, a potem używa sprzętu? Ja uważam, że jeśli instrukcja leży dziewiczo nietknięta to znaczy, że sprzęt jest użyteczny poprawnie i zgodnie z analogią myślenia zbudowany. Obiecuję, że na końcu sprawdzę co jest w instrukcji i na płycie.)
- Kabel USB (Nikon ma w tych modelach swój typ złącza. Nie jest to gniazdo USB A ani B, jednak myślę, że w przypadku zagubienia kabla można go dokupić. Osobiście  w domu nie mam takiego kabla zapasowo.)
- Ładowarka (Tylko model s570 ma ładowarkę zewnętrzną. Konieczne jest wyjęcie baterii z aparatu, aby ją naładować. Wyjęcie baterii z aparatu nie jest trudne , ale trzeba się wprawić żeby szło to bardzo szybko i sprawnie. Uwaga model S640 nie ma ładowarki zewnętrznej. Regeneracja baterii odbywa się przez podłączenie aparatu kablem USB do komputera lub do gniazdka 220V przez odpowiedni reduktor napięcia. Dlatego trzeba uważać na kabel USB, aby go nie posiać.)
- Pasek na rękę (Ślicznie łączy aparacik z dłonią za pomocą gustownego paseczka. Problemu z założeniem go nie ma. Nie to co w Sony z paskiem do dekielka od obiektywu. O ile w Sony wszystkie paski są zawsze super wykonane, o tyle linka łącząca aparat z dekielkiem od obiektywu była dla mnie zagadką.)
- Drukowana instrukcja obsługi w standartowych 4 językach (na wypadek jakby ktoś nie zajarzył po polsku można po węgiersku doczytać)
- Kable video (tego nie trzeba tłumaczyć, podłączasz triko i masz obraz na TV)

 

 

   
   
   
   
   
   
   
   

 {rdaddphp file=php/google.php}

2.    Wygląd zewnętrzny
Modele s640 i s570 to zgrabne aparaciki o niewielkich rozmiarach. Na naszych testach był srebrny oraz niebieski. Bardzo fajnie leżą w dłoni i mieszczą się we wszystkie kieszenie. Od razu dodam, że byłem miło zaskoczony faktem, że osłona obiektywu po zamknięciu metalowych listków nie otwiera się przy lekkim dotknięciu. Część kompaktów ma tą osłonę bardzo lekko wykonaną i każde dotknięcie powoduje uchylenie listków zabezpieczających, a włożenie do kieszeni może powodować otwarcie jej i „zaczerpnięcie kurzu”. Jeśli nie potraficie sobie wyobrazić na czym sprawa polega dajcie kompakt dziecku do 3 roku życia. Jeśli po 15 minutach obiektyw będzie czysty znaczy, że osłona jest dobrze wykonana, w przeciwnym razie producent nawalił. Jest jeszcze trzecia ewentualność, ale o niej przy okazji, jeśli ktoś ma bardziej dociekliwe dziecko niż przeciętne.
Front aparatu niewiele różni się od przeciętnego kompaktu. Dużym kółkiem zaznaczono obiektyw, małym kółkiem wspomaganie autofocusa. Wbudowana lampa błyskowa znajduje się po prawej stronie aparatu i nie grzeszy wielkością. Zawsze się zastanawiam czemu producenci dają palnik w rogu. Nabyte doświadczenie na weselach pokazuje, że ludzie rzadko trzymają aparat jak organ do przeszczepu. Wiecie jak to wygląda? Ciotka zawsze mówi: „Stańce wszyscy razem zrobię wam zdjęcie, bo potem to tylko na pogrzebie się wszyscy zobaczymy”. Tak , jasne zastanawiam się kogo to będzie stypa, ich czy moja. Zawsze mnie krew zalewa w takiej sytuacji. Para młoda zamawia fotografa, fotograf bierze sprzętu za 50tyś, a ciotka Zośka zawsze widzi swoją robotę jako pewną. Ale wróćmy do zdjęcia. Pół rodziny już jest, wszyscy się uśmiechają, ciotka trzyma aparat resztką sił na wysokości oczu (zazwyczaj z przewieszoną przez rękę torebką), naciska spust i….. błysk… opuszcza aparat, żeby zobaczyć efekt i…. drugi błysk. Tak właśnie producent zadbał o redukcję czerwonych oczu, dzięki czemu część ludzi fotografuje ziemie. „Jeszcze raz „– pada z ust ciotki. Ja doradzam skromnie, aby poczekała chwilkę dłużej po błysku – „Ustawcie się!” –uśmiechnęła się. Kolejne podejście… pstryk… błysk na czerwono. Jak ktoś nie jarzy niech zasłoni palcem lampę błyskową i zrobi fotkę – efekt gwarantowany. „Jakieś ciemne wyszło! Może Pan nam zrobić zdjęcie?” Poszła po rozum do głowy? Ustawiam ludzi, kadruję, chwytam poprawnie aparat i pyk. Ciotka patrzy i mówi: „ no co fachowiec zrobi, to fachowiec”. Wyobrażacie sobie wtedy moją minę? W myślach odpowiadam „Tak ma pani rację, to jedna z tajemnic fotografii, nie pchać łap w lampę i obiektyw”. Wystarczy, że lampa byłaby umieszczona centralnie nikt by jej palcem nie zasłonił, a redukcja czerwonych oczu byłaby fabrycznie wyłączona – wtedy nie mamy efektu drugiego błysku zmylającego. Pomogłoby to wielu osobom. Niestety kąt padania światła byłby nieco inny przy centralnym ustawieniu lampy. Jasne, ludziom to czasami jedno licho a czerwone oczy? Wierzcie mi, że mimo zmyślnych systemów redukcji i tak w labie muszę je ręcznie ludziom usuwać z odbitek klientów. Wróćmy do aparatów. Zostawmy temat lampy błyskowej.
Spójrzmy na tył aparatu, bo będziemy go oglądać przez 90% czasu. Oba modele są ubogie, jeśli chodzi o „zaplecze” jest typowy standard czyli:
1.    Scena – tu wybieramy ustawienia w jakich chcemy pracować
2.    Przeglądanie ostatnich zdjęć
3.    Wybór trybu pracy lampy błyskowej.
4.    Ustawienia samowyzwalacza
5.    Korekta ekspozycji
6.    Tryb makro
7.    Menu – tu wchodzimy w ustawienia aparatu, gdzie w zależności o trybu pracy możemy dobierać parametry ISO, jakości zdjęć czy ich formatu.
8.    Usuwanie zdjęcia lub wielu zdjęć – działa w trybie przeglądania zdjęć
Dużym atutem modelu S640 jest możliwość poruszania się po menu aparatu poprzez kręcenie rolką. W S570 poruszamy się za pomocą kliknięć góra dół, lewo prawo. W S640 można też się tak poruszać plus dodatkowo można kręcić rolką nawigacyjną. Oba aparaty mają wyświetlacz LCD 2,7 cala, choć nie będę ukrywał, że S640 ma go wykonanego lepiej i bardziej czytelnie wyświetla zdjęcia.
Górna część aparatu wyposażona jest tradycyjnie i nie zaskakująco w spust migawki połączony z funkcją zoom. Zaraz obok mamy przycisk ON/OFF, wiadomo do czego.  Pozostałe części aparatu nie kryją nic co mogłoby zaskoczyć użytkownika. Na jednej części jest pokrywka, która kryje złącze USB, a spodnia część kieszeń na baterię oraz na kartę SD. Wyciąganie i ponowne umieszczanie baterii w obu modelach wymaga małego doświadczenia lub kwestii wyrobienia się sprężynek i blokad. Pierwszy raz trochę się szarpałem z baterią, ale za drugim razem była bardziej skora do współpracy. Sama pokrywa zamykająca „komorę baterii” otwiera się bardzo fajnie i bezproblemowo, jedyny mankament wg mnie to kwestia zamykania tej klapki. Bardzo podoba mi się wykonanie wszelkiego rodzaju klapek w Sony. Jeśli macie pod ręką coś od Sony zobaczcie z jaką precyzją i pomysłem są wykonane klapki. Co mnie zirytowało w klapce od baterii? To, że jak się ją zamknie nie ma mechanizmu, który by ją zablokował. Jednym słowem trzeba przesunąć mały cyngiel, żeby klapka się trzymała. Może to detal, ale z detali świat się składa.

{rdaddphp file=php/google.php} 

3.    Menu i praca z aparatem
Nie da się ukryć, że modele, które mieliśmy na testach, to zwykłe kompakty dla osób, którym obojętne jest czy biel jest lekko żółta czy nie, czy przysłona jest mała czy duża, a prędkość migawki przekracza 100km/h czy nie ;) . Generalnie nie ma tu mowy o ręcznym ustawianiu właśnie owej prędkości migawki ani przysłony. Producent daje nam do wyboru 16 programów tematycznych, gdzie możemy się zrealizować jako fotografowie. Możemy pobawić się ustawieniami balansu bieli, czułością ISO, rozdzielczością zdjęć czy też funkcją zdjęć panoramicznych. Ogromnym plusem jest ręczne nastawianie balansu bieli. Funkcja ta jest zaprojektowana wg mojego pomysłu sprzed lat. Ogólnie manualne nastawianie tego trybu odbywa się przez zrobienie zdjęcia i aparat odczytuje pi razy drzwi jaki ma być balans bieli. We wczesnych latach kompakcików na granicy DSC-S85 stwierdziłem, że lepiej ustawia się balans bieli jak się da full zoom i ręcznie ustawi się ostrość na „rozmazanie obrazu”. Jakie było moja zdziwienie gdy w coolpixie właśnie tak się stało?! Aparat sam zrobił zoom oraz rozmył obraz, potem zrobił fotkę i ustawił balans bieli. Powiem wam, że poszło mu świetnie ustawianie kolorów. Zawsze lepiej jest ustawiać BW z 50% szarości, ale czy ktoś z amatorskiego sektora fotografii ma takie coś przy sobie? Następnie mamy funkcję zdjęć panoramicznych. Ludzie jak ja się ucieszyłem, jak dziecko. Aparat robił fotkę i zostawiał 15% poprzedniego obrazu z jednej strony wyświetlacza tak, aby przyrównać aktualnie wyświetlany obraz do poprzedniego. Myślę sobie to jest to… nie ma bata musi być dobry efekt. I powiem wam, że moje uczucia były ekstremalne gdy zobaczyłem że… że… że aparat zrobił tylko fotki, a jak pan byś chciał to sobie sam je połącz w jeden ciąg! Nie połączyłem ich, tak się wkurzyłem na ten aparat. Poruszanie się po menu jest bardzo fajne i intuicyjne, nie ma miejsca gdzie aparat nas zaskoczy. Producent podaje, że aparat włącza się w 0,7 sek. Tu bym się zgodził, wiecie mój komputer tez się włączą w 0,2 sek, ale pełną gotowość do pracy ma po minucie. Tu jest nieco podobnie, o ile S570 od naciśnięcia ON/OFF do wysunięcia obiektywu reaguje jak diesel zimą, a S640 od razu go wysuwa - o tyle w tym pierwszym modelu gdy pojawi się obraz aparat jest gotowy do pracy a drugi musi jeszcze chwilkę pomyśleć w „trybie gotowości”. Drugi minus dla S640 to wyjście z menu. Nie wiem czy to niedopatrzenie producenta czy błąd egzemplarza. S640 ma spory mankament polegający na tym, że nie można wyjść z MENU ustawień przez naciśniecie spustu migawki. Jest to oczywiste, że jak naciska ktoś spust to chce zrobić zdjęcie, bo akurat np. ciotka Kryśka wywinęła orła na glebę z torem. Choć byś się uparł musisz wyjść tym samym klawiszem co wszedłeś. Zanim zakapujesz, że jest to klawisz MENU ciotka wstanie i dupa, po zdjęciu. Powiem wam, że zaciąłem się na tym po pierwszych minutach użytkowania. Jakby mówił: „E,e,e Synek, co jest, nie ma takiego wychodzenia. –No, ale zdjęcie! -Co zdjęcie, nie ma pstrykania, dziękuję dobranoc!”. Mamy minusa dla 640 i to poważnego. Na stronie producenta nie znalazłem nowego Firmware ani informacji o takim problemie. To co w Nikonie zawsze było plusem to szybkość nastawiania ostrości. W obu naszych modelach nie ma  z tym problemu. Nastawianie ostrości jest błyskawiczne i dokładne nawet przy małym oświetleniu. Dodatkową podporą dla użytkowników tych modeli jest funkcja śledzenia poruszającego się obiektu oraz funkcja rozpoznawania twarzy i uśmiechu. Powiem, że pracując na lustrzankach profesjonalnych nie miałem do tej pory kontaktu z takimi funkcjami. Zawsze wszelkie wymysły producentów odbieram jak chwyt na sprzedanie aparatu  i jestem cholernym sceptykiem co do tego typu rozwiązań.  Coolpixy mają 16 różnych programów tematycznych od śniegu/plaży, zachodu słońca po tryb portretowy i (uwaga, uwaga) 10 ujęć na sekundę. Dla niewtajemniczonych prosiłbym o nie mylenie tego faktu ze zdjęciami seryjnymi. Niestety to nie jest zaawansowana lustrzanka za 20tyś zł. Nikon stworzył tutaj możliwość wykonania pojedynczego zdjęcia z 16 ułożonych mozaikowo zdjęć. Rozdzielczość tego zdjęcia to 2592x1944, czyli jedna klatka po wykadrowaniu ma 648x486 px. Nie jest to źle jeśli chodzi o zaprezentowanie fotki na blogu czy stronie www. W odbitce nie mamy na co liczyć, maks 10x15 z bólem, a najlepiej 9x13. Wracając do tematu śledzenia obiektów w ruchu i rozpoznawania twarzy pozwoliłem sobie na zamieszczenie małego filmiku z tego „doświadczenia”.

 


{rdaddphp file=php/google.php}
4.    Jakość zdjęć i szumy
Nieodzownym problemem wszystkich aparatów i całego wyścigu zbrojeń jest jeden cel. Jakość. Dla mnie, jako fotografa z jakimś tam doświadczeniem, najważniejsze było i jest odwzorowanie kolorów, szczegółów i poziom szumu. Na kliszach szumy były oczywistymi sprawami. W fotografii cyfrowej idzie się ku wywindowaniu czułości matrycy przy niskim szumie i jednoczesnym uzyskaniu kolorów i szczegółów. Może nie będę was zanudzał na razie samym problemem zdjęć, tylko pokażę jak to się przedstawia w tabelkach i konkretnych przykładach.
640                         570

   
     
   
   
Zdjęcia ukazują ten sam obiekt fotografowany w trybie auto. W okienku pokazany jest obraz 1:1
 
zobacz jak aparaty wypadają na tle innych http://www.footoo.pl/szumy/index.html    http://www.footoo.pl/szczegoly/index.html
{rdaddphp file=php/google.php}
5.    Podsumowanie
Jeśli ktoś szuka półprofesjonalnego aparatu cyfrowego to coolpixy do nich nie należą. Przede wszystkim ze względu na spore problemy z jakością obrazu jakie rejestrują. Nie ma powodów,  dla których trzeba by je wycofać z produkcji, bo nie o to chodzi. Jako fotograf osobiście wymagam czegoś więcej niż oferują te modele aparatu. Na pewno Nikon jest dobrze wykonanym aparatem, nie ma w nim miejsca gdzie można go przekreślić. Przyciski są dobrze wykonane i pod ręką, a menu nie jest skomplikowane. Niepokoił mnie fakt że nie zauważyłem ikony ze stanem baterii. Być może jestem mało spostrzegawczy a być może jej nie było na wyświetlaczu. Nie chcę nikogo posądzić o rzeczy które są nieprawdą ale mogę z czystym sercem posądzić Nikon o oszczędność. Przez cały czas testów nie ładowałem w żadnym aparacie baterii. Nie wiem w jakim stopniu naładowania przyjechały i w jakim wyjechały ale nie dawały znać ze zdychają. Na koniec wymienię zasadnicze różnice w obu modelach.
- plus dla S640 za wyświetlacz, jest dokładniejszy i lepiej wyświetla obraz
- plus dla S540 za wartości ISO. Mimo że jego następca ma czułość 6400 to jest ona na tyle słaba ze nie użył bym jej z własnej woli. Poprzednik ma ISO poniżej 100.
-plus dla S640 za program auto. Przede wszystkim chodzi mi tutaj o zdjęcie wierzy. Przy szerokim kącie oba modele użyły ISO 100, co jest wg mnie bardzo logiczne. Jednak przy zbliżaniu do granicy zoomu optycznego oraz w zoomie cyfrowym, S570 użył wyższego ISO. Nie było to koniecznością przy słonecznym dniu a jego rywal poprawnie nadal pracował w ISO 100.
-plus dla S640 za perforacje antypoślizgową. Zabrzmiało poważnie i fachowo ale chodzi o miejsce trzymania aparatu. S570 mimo że ma więcej wypustek w na obudowie są ona mało wystające. Wydaje mi się ze producent też to zauważył że jeśli ktoś ma dłonie jak bochny nie trzyma aparatu pewnie. Dlatego w S640 wypustek jest mniej ale są wystające, dzięki czemu kciukiem prawej ręki aparat trzymamy pewniej.
-plus dla S640 za możliwość ładowania przy podłączenie do USB.
Czy mam wam doradzić który model wybrać? Wiecie, jest to trudne. Cały czas skłaniałem się do S570.

640                         570

   
Zdjęcie wykonane w cienu
     
Tryb makro
   
Tryb Krajobrazu
   
Zoom cyfrowy
   
Koniec zoomu optycznego
   
Minimalna ogniskowa
 
 
 

 

0 komentarze:

Prześlij komentarz