czwartek, 12 lutego 2009

Galeria fotografii Ulica Krokodyli

Ideą powstania naszego Pictorial Teamu była chęć popularyzacji tak mało znanej dziedziny fotografii, jaką jest piktorializm i to w swoim współczesnym wydaniu. Sądzimy, że nam się to udało; potwierdzają to sukcesy na rynku fotografii krajowej jak i europejskiej np. nagroda ministra kultury i sztuki RP, ministra kultury Rosji czy Królewskiego Towarzystwa Fotograficznego, nagroda Pilzner Urquell, medal im. J.Bułhaka, tytuł autora roku, reprezentowanie fotografii polskiej na festiwalach sztuki polskiej za granicą.
Są oczywiście i inne wyróżnienia – jest ich dobrze ponad setkę. Ale nie w tym rzecz… Istotniejsze jest to, że znajdujemy odzew, że nie jest to głos wołającego na puszczy, że ten rodzaj fotografii zaczyna trafiać do polskich galerii, że coraz więcej osób zaczyna doceniać fotografię jako sztukę, a szczególnie ten właśnie rodzaj fotografii.
Bo piktorializm ma olbrzymi i niezaprzeczalny wkład we wprowadzeniu fotografii do panteonu SZTUKI.

{rdaddphp file=php/google.php}Emil Zola kiedyś napisał: "Obraz - jest to fragment natury, widziany przez temperament twórcy...". Zachodzi tu zatem dwoisty związek sztuki ze światem:
- zawiera ona oczywiste związki z kształtami plastycznymi samej natury
- jest ona przesycona osobowością twórcy, jego wrażliwością na piękno, nosi piętno jego umysłowości i ducha kultury, z którą się utożsamia.

M.Rostworowski stwierdził w jednym z swoich esejów o etyce i estetyce sztuki, że „można zaryzykować tezę, że dzieło sztuki, które nie jest metaforą, nie jest dziełem sztuki. Sztuka przenosi wzrok, wyobraźnię i myśl poza rzeczywistość potoczną i stawia je wobec rzeczywistości, którą chcemy utrwalić, której pragniemy, w którą wierzymy, której domaga się nasz umysł".

Inny autorytet prof. W. Weiss kiedyś powiedział znamienne zdanie, że „ …mistrzynią jest sama natura(czy rzeczywistość nas otaczająca) a artysta jest tylko jej odkrywcą i interpretatorem”. Inne stwierdzenie profesora to to, że w sztuce przetrwały tylko te wartości, które są związane integralnie z naturą a wszystkie inne dla niej obce odeszły w zapomnienie, nawet ślad po nich nie pozostał.

Robert Demach w swoim traktacie o fotografii jako sztuce napisał znamienne słowa oddające ducha piktorializmu:
Nie jeden, lecz wiele razy słyszałem, że sam wybór motywu wystarcza do zmienienia mechanicznego ze swej natury pozytywu w dzieło sztuki. To nieprawda. Prawdą z całą pewnością jest zaś to, że starannie wybrany motyw (piękny, brzydki, albo pospolity, lecz dobrze skomponowany i oświetlony) jest konieczny dla przemiany prowadzącej ku dziełu sztuki. A to nie to samo. Nie, nie można uciec od konsekwencji poprzestawania na kopiowaniu natury. Kopista może być artystą, lecz jego dzieło nie jest dziełem sztuki. Im dokładniejsze, tym będzie gorsze. [...]

 

 
 
 
Wystawa „ Ulica Krokodyli „ to fascynacja prozą Bruno Schulza a w szczególności tytułowym opowiadaniem; jest to także swego rodzaju artystyczny zapis socjologiczny traktujący o nowej kapitalistycznej rzeczywistości, która weszła nagle w naszą siermiężną popeerelowską. Wiele fotografii przedstawia miejsca, gdzie kiedyś funkcjonowały społeczności żydowskie, a po których nie pozostał nawet ślad. Jednakże „Ulica” opisana przez Schulza na dobrą sprawę trwa nadal wokół nas...

„Sklepy Cynamonowe” to tematyczna i stylistyczna kontynuacja „Ulicy Krokodyli” z uwydatnieniem obsesyjnego dla Schulza motywu manekinów. Jest to nadrealny świat istot, które przedstawiając życie, zachowują przeciwną wszelkiemu życiu nieruchomość wyrazu. Postacie te, zdegradowane w swojej monomanii przez erotykę, zamieszkują masochistyczne miasto – witrynę sklepową. W rozumieniu Schulza są duchem uwięzłego w cielesności człowieka, który z podmiotu stał się przedmiotem.

Jednakże manekiny z witryn sklepowych przy Ulicy Krokodyli symbolizują oprócz bezdusznej zmysłowości również nowoczesny komercjalizm, w którym znienawidzona nowoczesność staje się przedmiotem uwielbienia, a jej symbole – tandeta, lalki, manekiny – urastają do rangi fetyszy.
Jak mówi Ojciec w „Traktacie”: „ Zachwyca nas taniość, lichota, tandetność materiału. To jest nasza miłość do materii jako takiej. Do jej puszystości i porowatości …” A nad wszystkim unosi się surrealistyczny duch paryskich fotografii Eugene Atgeta.

Nasza wystawa ma tytuł ULICA KROKODYLI, ale łączy w sobie idee obydwóch opowiadań, ich poetykę i nastrój. Jest swego rodzaju próbą przełożenia języka literackiego na język obrazów, tutaj fotografii. Każde zdjęcie jest swego rodzaju mini opowiadaniem, malutkim esejem powstałym z inspiracji jakimś fragmentem prozy Schulza.

Autorzy fotografi: Cezary Mikos, Ania Baran, Wojtek Romański, Wojtek Noga, Janusz Chojnacki, Szymon Olma, Beata Bajno, Aga Tomiczek, Gosia Korzec, Mietek Wielomski, Anna Góra



Więcej informacji : www.wielomski.pl

Zapraszamy na wernisaż wystawy
Sobota, 21.02.09. godz. 17.00

Klub Migawka, Nowogrodzka 22, Warszawa
 

 

0 komentarze:

Publikowanie komentarza